Home / Lipiec-sierpień 2026 / Kiedy pamięć prowadzi wprost do Kleczewa

Kiedy pamięć prowadzi wprost do Kleczewa

Jak to jest podróżować dziś śladami swojego przodka, który wyjechał ze swojego rodzinnego miasta – Kleczewa – jeszcze przed I wojną światową?

O tym przekonywały się trzy osoby pochodzące ze Stanów Zjednoczonych – z rodziny Weiss: dwie siostry oraz ich siostrzenica. 

Przodkowie rodziny Weiss mieszkali w Kleczewie w XIX wieku. Byli to Leszczyńscy, Kocheni oraz Marblestone. Ich prapradziadek Israel Marblestone wraz z żoną Rachel i dziećmi wyemigrował w latach 80. XIX wieku do Ameryki. 

W rodzinnej historii pań Weiss zachowała się opowieść o podróży ich dalekiego stryja Hajima, który jako dziecko wyjechał z Kleczewa, a do miasta powrócił jesienią 1930 roku. Chciał odwiedzić swoje rodzinne miasto, aby odświeżyć i zachować pozytywne wspomnienia, jakie wiązał z nim jako mały chłopiec. 

Hajim Marblestone przybył do Kleczewa razem z żoną. Podróż w ówczesnych czasach nie była łatwa ani szczególnie wygodna, zwłaszcza na odcinku z Konina do Kleczewa. W Kleczewie zatrzymał się w lokalnym hotelu, który – jak się okazało – znajdował się w jego dawnym, rodzinnym domu. 

W listach, które słał z podróży do swojej rodziny w USA, zachowało się wiele barwnych wspomnień. Opisywał między innymi trudne warunki mieszkaniowe, które zastał, wizytę na lokalnym targu, pyszne słodkości, którymi go częstowano, oraz jabłka. Była jesień – a więc czas na pyszne jabłka, które również dziś rosną w mieście i jego okolicach. 

Marblestone ułożył nawet piosenkę o Kleczewie! Oto jej pierwsze słowa: „Kleczew to nie spa, ale to jest dom, słodki dom”.  

Z tą właśnie piosenką przyjechały do Kleczewa 14 lipca tego roku, panie Weiss. Odwiedziły bibliotekę w Kleczewie, w której znajduje się wiele książek poświęconych historii Kleczewa i kleczewskich Żydów. Tam czytałam z nimi listy, które pisał ich daleki przodek, a także słuchałam piosenki o Kleczewie, którą śpiewały. 

Dzięki uprzejmości pań bibliotekarek mogły zobaczyć swój wpis pamiątkowy, który zostawiły siedem lat temu, gdy również odwiedzały Kleczew. 

Spacerowałyśmy po kleczewskim rynku, sprawdzając, jak wygląda dziś – zielono, z dużą ilością drzew – i jak wyglądał w 1930 roku, gdy drzew było bardzo mało, a te, które rosły, znajdowały się w środkowej części rynku. 

Odwiedziłyśmy dawną synagogę – obecnie kino – oraz spacerowałyśmy wokół jeziora, obok którego być może kiedyś spacerował ich dziadek. Zobaczyłyśmy także teren cmentarza żydowskiego z ważnym upamiętnieniem tego miejsca. 

To, co było dla nich zaskoczeniem, to fakt, że kiedyś, wchodząc na cmentarz żydowski w Kleczewie, można było zobaczyć macewy – czyli nagrobki – pomalowane na bardzo intensywne kolory. Dominowały czerwony, niebieski, zielony, czarny, biały i żółty. 

Kolejnego dnia byłyśmy w Muzeum Okręgowym w Koninie, w którym przechowywane są macewy z różnych cmentarzy żydowskich z okolic Konina. Tam można zobaczyć pozostałości po pigmentach. 

Wracając do kleczewskiego cmentarza żydowskiego, wyobrażałyśmy sobie, jak niezwykle kolorowe musiało być to miejsce. Dziś niestety nie da się już tego w pełni odtworzyć, choć może kiedyś ktoś podejmie się tego trudu w VR czy AR? 

W dawnej sali historycznej prowadzonej niegdyś przez pana Radosława Głoszkowskiego, w Liceum Ogólnokształcącym im. Adama Mickiewicza, znajdują się wyeksponowane macewy z kleczewskiego cmentarza. To właśnie za jego sprawą zostały wydobyte z kleczewskich krawężników. Część z nich znalazła się w sali, w której prowadził zajęcia. Z paniami Weiss odczytywałyśmy napisy w języku hebrajskim, które zostały kiedyś wyryte przez żydowskiego kamieniarza. 

Koniec tego dnia zakończyłyśmy w miejscu pamięci – miejscu Zagłady społeczności żydowskich z okolic Konina, w tym kleczewskich Żydów. W pobliskim lesie w Kazimierzu Biskupim znajdują się masowe groby, które Niemcy podczas II wojny światowej utworzyli właśnie tutaj, niedaleko. Zgładzili tam wiele istnień. 

Oczyściłyśmy groby z igliwia, które spadło z wysokich drzew. Wspominałyśmy o tym, że taka tragedia nie może powtórzyć się nigdy i nigdzie, wobec żadnego narodu. Dosłownie wobec ŻADNEGO. 

Kolejnego dnia zwiedzałyśmy Konin, odkrywając jego żydowskie ślady. 

Dla mnie było to niezwykłe spotkanie. Rozmawiając o dawnej historii Kleczewa, można niemal przenieść się na dawne ulice i spotkać ludzi, którzy kiedyś tu mieszkali. 

Dziś również ludzie wyjeżdżają z Kleczewa. Czy ich powroty do miasta będą kiedyś równie wzruszające jak ten, którego mogłam doświadczyć razem z rodziną Weiss?