Zwycięskiego składu się nie zmienia. Taką zasadą kierował się Tomasz Pozorski, trener biało-zielonych. I choć w Legia Training Center na murawę wybiegła ta sama jedenastka, która rozpoczęła wygrany 3:0 pojedynek z Rekordem Bielsko-Biała, tym razem nie przyniosło to spodziewanych efektów.
Spotkanie zdecydowanie lepiej rozpoczęli miejscowi. W ciągu pięciu minut dwa gole w łatwy sposób zdobył Austriak Bekem Bicki. Chwilę później nasi piłkarze mogli złapać kontakt, ale trzy próby z pola karnego i strzał z dystansu nie przyniosły gola. Tak wyglądała w większości pierwsza połowa – na akcje Legii raz za razem odpowiadał Sokół. Gospodarze mogli podwyższyć wynik w 35. minucie. Mateusz Możdżeń celował w okienko, natomiast Adrian Lis wybił mu ten pomysł z głowy.
To, czego pod koniec pierwszej połowy nie udało się dokonać choćby Mateuszowi Gawlikowi, chwilę później wykorzystał Kacper Śpiewak. Wystarczyły dwa podania spod własnej bramki i przegrywaliśmy już tylko 1:2.
Druga połowa zaczęła się jednak tak samo jak pierwsza – od utraty gola. Mateusz Możdżeń z rzutu wolnego podwyższył na 3:1 dla gospodarzy. Legia II Warszawa zdobyła kolejną bramkę po następnym błędzie w obronie, a szanse na choćby zremisowanie meczu drastycznie zmalały. Po golu Cypriana Pchełki z 78. minuty było już właściwie po meczu. Na pożegnanie Sokoła dobił jeszcze Franciszek Stępniewski.
Legia II Warszawa – Sokół Kleczew 6:1





