Home / Marzec 2026 / Niedosyt, czyli remis w stolicy Podkarpacia

Niedosyt, czyli remis w stolicy Podkarpacia

Skoro nie udało się wygrać w Rzeszowie, to chyba trzeba cieszyć się z remisu. Mecz z Resovią kojarzyć się będzie przede wszystkim z błędami bramkarzy obu drużyn.

Leszek Miller powiedział kiedyś, że „prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy”. Ta sentencja bardzo dobrze pasuje do oceny zarówno Jakuba Tetyka, jak i Klaudiusza Mazura. Bo co z tego, skoro obaj długimi fragmentami prezentowali się naprawdę dobrze, a może nawet świetnie, skoro w decydujących momentach zawiedli? M.in. dlatego kleczewianie nie wywieźli z Podkarpacia niemal pewnych trzech punktów. Co jeszcze wydarzyło się w piątkowy wieczór, szóstego marca, na stadionie przy ul. Hetmańskiej?

Trzeba zacząć od tego, że Sokół mecz z Resovią rozpoczął z jedną zmianą w porównaniu ze starciem z Rekordem. W ostatniej chwili Jakuba Sangowskiego zastąpił Jacek Tkaczyk.

W pierwszej połowie gospodarze największe zagrożenie stwarzali po prawej stronie. Najpierw po jednej z kontr żółtą kartką ukarany został Mateusz Bartosiak. Nie chodziło nawet o dynamikę rywala – nasz kapitan po prostu pomylił się w pierwszym etapie swojej akcji obronnej i potem musiał ratować się faulem. Kilka minut później dobre podanie w pole karne zablokował Jan Andrzejewski. Mimo przewagi Resovii gospodarze nie stworzyli jednak żadnej klarownej sytuacji do zdobycia gola.

Z czasem do głosu zaczęli dochodzić biało-zieloni. Akcję zapoczątkował Maksymilian Stangret, który zagrał do Konrada Kargula-Grobli. Ten przeniósł piłkę na lewą stronę do Jacka Tkaczyka, a jego podanie w pole karne odnalazło wbiegającego Jana Andrzejewskiego. Prawego obrońcę Sokoła uprzedził jednak strzał Adriana Małachowskiego, który trafił w swojego bramkarza. 18-letni Jakub Tetyk popisał się dobrym refleksem na linii bramkowej i zamiast gola samobójczego nadal było 0:0.

Druga połowa zaczęła się od wysokiego pressingu zawodników Tomasza Pozorskiego, co dało kilka okazji do objęcia prowadzenia. Najpierw Maciej Śliwa kapitalnie zagrał do Jana Andrzejewskiego, a ten zmusił do wysiłku Jakuba Tetyka. Z kolei po rzucie rożnym swojej szansy nie wykorzystał Stangret, który w trudnej sytuacji przegrał pojedynek z bramkarzem gospodarzy.

Co nie udało się młodzieżowcowi, wykorzystał „stary lis” Mateusz Gawlik po asyście Wołodymyra Kostewycza z rzutu rożnego. Bardzo dobrze spisujący się Jakub Tetyk tym razem popełnił błąd i Sokół mógł cieszyć się z prowadzenia. Gawlik, pozyskany zimą z KKS-u Kalisz kilka dni temu powiedział nam, że chciałby dla Sokoła zdobyć gola, np. ze stałego fragmentu gry. No i zrobił to już w swoim drugim meczu w nowych barwach.

Resovia mogła wyrównać już kilkadziesiąt sekund później. Po uderzeniu Dawida Bałdygi znakomitą reakcją na linii popisał się Klaudiusz Mazur, a dobitkę obronił razem z Bartoszem Szczepankiewiczem. Gospodarze poczuli krew, choć brakowało im wykończenia. Nasi piłkarze momentami bronili się bardzo rozpaczliwie, ale sporadycznie pojawiały się okazje do podwyższenia na 2:0 (Mateusz Bartosiak). Wysiłki miejscowych zostały nagrodzone w 87. minucie, gdy po błędzie Klaudiusza Mazura, który źle obliczył lot piłki, bezpośrednio z rzutu wolnego gola zdobył Adrian Małachowski.

Resovia – Sokół Kleczew 1:1 (0:0); 87' Adrian Małachowski – 58' Mateusz Gawlik

Sokół: Klaudiusz Mazur – Matuesz Gawlik, Mateusz Bartosiak, Bartosz Szczepankiewicz, Maksymilian Stangret (90' + Krzysztof Janiszewski), Jacek Tkaczyk (78' Michał Zimmer), Jan Andrzejewski, Aleksander Kubacki (66' Jakub Sangowski), Maciej Śliwa, Wiktor Smoliński (78' Daniel Dudziński), Konrad Kargul-Grobla (46' Wołodymyr Kostewycz)

Żółte kartki: Aleksander Kubacki, Mateusz Bartosiak, Klaudiusz Mazur