W styczniu – miesiącu rozpoczynającym obchody 660-lecia lokacji Kleczewa – o jego przeszłości rozmawiamy z Maciejem Grzeszczakiem – historykiem i członkiem Redakcji „Gazety Kleczewskiej”.
Redakcja „Gazety Kleczewskiej”: Akt lokacyjny z 1366 roku, wydany przez Janka za zgodą Kazimierza Wielkiego, jest kamieniem milowym historii miasta. Jakie były główne motywacje ówczesnych właścicieli do przekształcenia osady targowej w pełnoprawne miasto i co wiemy o codziennym życiu pierwszych pokoleń mieszczan kleczewskich?
Maciej Grzeszczak: Należy pamiętać, że Kleczew leżał na ważnym trakcie łączącym Wielkopolskę z Kujawami. Nadanie praw miejskich miało przyciągnąć kupców i rzemieślników, co stymulowało lokalną gospodarkę. Główną motywacją Janka oraz króla Kazimierza Wielkiego była chęć intensyfikacji zysków z handlu i rzemiosła. Przekształcenie osady w miasto na prawie magdeburskim w 1366 roku dawało ramy prawne, które przyciągały osadników: zwolnienia podatkowe oraz prawo do organizowania targów. To wszystko się w Kleczewie udało. Miasto w kolejnych wiekach stawało się ważnym ośrodkiem w Wielkopolsce wschodniej. Wystawiało zbrojnych na wojnę z Krzyżakami, dbało o edukację młodych pokoleń, chociażby wysyłając ich na studia do Krakowa. Powstawały cechy rzemieślnicze, m.in. szewców, piekarzy, garncarzy, piwowarów. Rozwijało się – dzisiaj już zupełnie zapomniane – sukiennictwo.
Codzienne życie pierwszych pokoleń Kleczewian skupiało się wokół rynku, gdzie wymieniano produkty rolne na wyroby rzemieślnicze. Dominowało rzemiosło i handel, wspierane przez korzystne położenie geograficzne miasta, co zapoczątkowało okres prosperity trwający aż do XVII wieku. Życie społeczne w średniowiecznym Kleczewie silnie wiązało się z parafią i lokalnym kościołem św. Andrzeja, który był centrum życia duchowego i towarzyskiego ówczesnych mieszkańców.
Red. GK: Kleczew przez wieki funkcjonował jako miasto prywatne, co odróżniało je od sąsiednich ośrodków królewskich, takich jak Konin. W jaki sposób ten status prawny (zależność od szlacheckich rodów) wpływał na dynamikę jego rozwoju?
M.G.: Status miasta prywatnego (w rękach rodów takich jak Kleczewscy, Przyjemscy czy Gurowscy) oznaczał większą elastyczność decyzyjną, ale i całkowitą zależność od kondycji finansowej właściciela. W przeciwieństwie do królewskiego Konina, Kleczew nie musiał odprowadzać tak wysokich danin na rzecz skarbu państwa, co w okresach prosperity właścicieli pozwalało na szybsze inwestycje, np. w infrastrukturę sakralną. Jednak w czasach kryzysów rodu, miasto często traciło na znaczeniu, nie mogąc liczyć na protekcję monarszą. Kleczew można powiedzieć, że funkcjonował jako wyspecjalizowane centrum handlowo-usługowe, którego dynamika była bezpośrednio sprzężona z interesami ekonomicznymi władających nim rodów szlacheckich. Dobrym przykładem może być chociażby przywilej Gurowskich dla ludności żydowskiej Kleczewa. Właściciele Kleczewa byli protektorami ludności żydowskiej, ponieważ widzieli w niej grupę aktywną gospodarczo, która może przyczynić się do rozwoju miasta. Znalazło to pełne odzwierciedlenie w jurysdykcji miejskiej. Władysław Gurowski, właściciel Kleczewa, wystawił 21 czerwca 1776 roku przywilej normujący prawne funkcjonowanie kleczewskiego kahału. Na mocy tych postanowień Żydzi kleczewscy otrzymali szerokie przywileje, zezwalające im na swobodne prowadzenie handlu (ludność chrześcijańska musiała podczas odbywanych jarmarków uzyskać zgodę kahału na handel). Wspólnota żydowska otrzymała dodatkowo pozwolenie na sprowadzanie kupców z innych części państwa polskiego oraz z zagranicy. Zapis ten z pewnością podyktowany był dbałością o rozwój miasta i rozszerzanie kontaktów gospodarczych. Przywilej regulował wyszynk alkoholu, który z woli Władysława Gurowskiego oddany został w ręce miejscowych Żydów.
Red. GK: Przez stulecia Kleczew był domem dla społeczności polskiej i żydowskiej, które współtworzyły lokalną tkankę gospodarczą i społeczną. Które materialne i niematerialne ślady tej wielokulturowości uważa Pan za kluczowe dla zachowania pamięci o pełnym obrazie historii miasta?
M.G.: Historia Kleczewa to nie jest opowieść o jednym narodzie, lecz o fascynującym splocie dwóch kultur – polskiej i żydowskiej. Przez stulecia te społeczności nie tylko współistniały, ale realnie budowały lokalną tożsamość. Kluczowymi śladami wielokulturowości Kleczewa są: budynek dawnej synagogi (pełniący dziś funkcje kulturalne), jednak najważniejszym punktem na mapie pamięci pozostaje plac po dawnym cmentarzu żydowskim (obecnie część Stadionu Miejskiego). To tam duchowa pustka krzyczy o nieobecności społeczności, która przed 1939 rokiem stanowiła jedną trzecią mieszkańców, a w XIX wieku ponad 50% ludności Kleczewa. Dla chrześcijan sercem polskiej tradycji, będąc świadkiem najważniejszych wydarzeń narodowych i religijnych, jest kościół pw. św. Andrzeja Apostoła. Materialne dziedzictwo zachowało się przede wszystkim w postaci dokumentów przechowywanych w różnych archiwach w Polsce. Tak na prawdę to na ich podstawie możemy odtwarzać polsko-żydowską przeszłość miasta. Dla przykładu mogę podać opisy domów żydowskich sporządzone w 1778 roku. Niematerialne echa przeszłości to przede wszystkim gospodarcza symbioza. Kleczew był tyglem, w którym mieszały się polskie i żydowskie sklepiki, obok siebie funkcjonowały warsztaty rzemieślnicze Żydów i Polaków. Zachowanie tych śladów nie jest jedynie aktem nostalgii. To właśnie wielowarstwowa tożsamość stanowi o atrakcyjności Kleczewa. Pełny obraz historii miasta – uwzględniający wkład Polaków i Żydów – pozwala budować społeczeństwo świadome, tolerancyjne i dumne ze swoich korzeni.
Red. GK: Obchody jubileuszowe to doskonała okazja do refleksji nad przyszłością. Jaka, Twoim zdaniem – znawcy lokalnej historii – jest najważniejsza lekcja płynąca z 660 lat istnienia Kleczewa, która może pomóc mieszkańcom i władzom w podejmowaniu decyzji dotyczących przyszłości miasta w dobie transformacji regionu konińskiego?
M.G.: Najważniejszą lekcją płynącą z 660 lat historii jest zdolność Kleczewa do adaptacji. Miasto przetrwało pożogi, wojny i zmiany granic, zawsze znajdując nowy motor napędowy – od handlu średniowiecznego, przez rolnictwo, aż po przemysł wydobywczy (węgiel brunatny). Dzisiaj, w obliczu transformacji energetycznej regionu konińskiego, lekcja ta mówi: tożsamość miasta nie zależy od jednego czynnika (surowca), lecz od przedsiębiorczości jego mieszkańców. Kleczew musi ponownie stać się „miastem otwartym”, stawiając chociażby na innowacje i turystykę, tak jak w 1366 roku postawił na nowoczesne wówczas prawo magdeburskie.
Red. GK: Dziękujemy za rozmowę.






