Skoro meczu nie da się wygrać, to trzeba go przynajmmniej zremisować. Tak też się stało w kolejnym spotkaniu rundy rewanżowej pomiędzy Sokołem Kleczew a KKS-em Kalisz.
30 listopada: Sokół Kleczew – KKS 1925 Kalisz0:0
Gospodarze byli stroną przeważającą, jednak nie potrafili udokumentować tego golem. Jak ważny to wynik, okazać się może w końcówce rozgrywek.
Drużyna Tomasza Pozorskiego była bardzo aktywna, sporo kreowała, była częściej przy piłce. Zabrakło tylko jednego – bramki, która być może pozwoliłaby miejscowym odnieść zwycięstwo. W czym nie mogli pomóc zawodnicy kontuzjowani i pauzujący za kartki Oskar Kubiak oraz Dawid Retlewski.Okazje ku temu były, ale za każdym razem obronną ręką wychodził z nich Maciej Krakowiak. Były bramkarz Sokoła w Kleczewie dużo sobie nie pograł. Za to w Kaliszu jest jednym z najlepszych zawodników, co potwierdził także dzisiaj. Tak było choćby po strzale Mateusza Bartosiaka czy Konrada Kagula-Grobli. Goście tak naprawdę stworzyli sobie po jednej dobrej sytuacji w obu połowach. Za pierwszym razem futbolówka obiła poprzeczkę bramki kleczewian, a za drugim bez problemu poradził sobie Karol Szymkowiak.
Mecz nie był porywającym widowiskiem, na co duży wpływ miała pogoda. Zresztą fakt, że to starcie odbyło się zgodnie z planem, jest zasługą kilku dni ciężkiej pracy pracowników OSiR-u, kibiców, a nawet sztabu szkoleniowego Sokoła. Oprócz fanów z Kleczewa i Kalisza na stadion przy alei 600-lecia pofatygował się także skaut jednego z ekstraklasowych klubów. Komu się przypatrywał? Tego już nie chciał powiedzieć, natomiast kilka zdań w jego notesie się znalazło.
Zawody poprzedziła minuta ciszy ku czci Zenona Stroiwąsa. Piłkarz i działacz sportowy związany z Sokołem Kleczew zmarł kilka dni wcześniej.





