Halowy Mistrz Świata na 800 metrów, dwukrotny wicemistrz świata i czterokrotny mistrz Europy w biegu na 800 metrów – Adam Kszczot – był gościem Memoriału im. Henryka Warwasa w Kleczewie.

Jakie emocje towarzyszą Panu podczas udziału w wydarzeniach upamiętniających ważne postaci polskiej lekkoatletyki, takich jak Memoriał Henryka Warwasa?
To zawsze moment pełen wzruszeń i refleksji. Wspominanie ludzi, którzy tworzyli historię polskiej lekkoatletyki, przypomina mi, że sport to nie tylko wyniki, ale też dziedzictwo i wartości przekazywane kolejnym pokoleniom. Najważniejsze jest to, żeby młodzi mieli okazję poznać historię byłych mistrzów. Sport nigdy nie jest prosty – a takie świadectwa, jak memoriały czy spotkania z jeszcze żyjącymi atletami, potrafią przynieść wizję celu i pokazać, że warto iść dalej.
Jaką rolę odgrywa dla Pana spotykanie się z kibicami i lokalną społecznością podczas takich wydarzeń jak to w Kleczewie?
Spotkania z kibicami potrafią zmieniać życie. Często wracają do mnie świadectwa osób, które po kilku minutach rozmowy mówiły, że to odmieniło ich spojrzenie na sport i na własne możliwości. Myślę, że to właśnie oni powinni powiedzieć, czy te spotkania były pozytywne, czy nie. Jedno jest pewne – zawsze odciskają ślad.
Kiedy patrzy Pan z perspektywy czasu na swoją karierę, które momenty – sukcesy lub trudne chwile – uważa Pan za najbardziej kształtujące?
Sport to przede wszystkim wiele trudności i znacznie mniej sukcesów. Mało kto pamięta, że musiałem przegrywać setki razy, żeby choć kilka razy stanąć na podium. Najwięcej nauczyły mnie właśnie te trudniejsze momenty. Ale ukształtowały mnie też spotkania z ludźmi – często całkiem obcymi, którzy myśleli zupełnie inaczej ode mnie. Takie doświadczenia poszerzały horyzonty. Otaczanie się osobami, które potrafią spojrzeć na te same zdarzenia z innej perspektywy, to ogromna lekcja.
Co jest kluczowe, aby młody zawodnik mógł zaistnieć na arenie międzynarodowej – talent, ciężka praca, czy może coś jeszcze?
Najważniejsza jest systematyczność. Talent jest tylko punktem wyjścia. Do tego trzeba otaczać się ludźmi, którym ufamy – nawet jeśli nie zawsze się z nimi zgadzamy. Kluczowe jest też rozumienie treningu, tego, co się robi i dlaczego. I jeszcze jedno: w sporcie nie ma poświęceń. To zawsze powinien być świadomy wybór, a nie rezygnacja z życia.
Jaki był Pana sportowy idol w dzieciństwie?
W dzieciństwie nie miałem żadnego konkretnego idola, którego bym naśladował. Ale zawsze byłem blisko polskich talentów i mistrzów, którzy mimo wielu trudności osiągali sukcesy. Jestem patriotą, dlatego podkreślam, że moim sportowym idolem był Paweł Czapiewski. Powinniśmy dbać o to, co nasze.
Czy jest jakiś bieg, do którego lubi Pan wracać wspomnieniami?
Uwielbiam wracać do Mistrzostw Europy juniorów w 2007 roku w Hengelo. To tam po raz pierwszy naprawdę uwierzyłem w siebie. Wtedy pomyślałem, że ja – chłopak z małej wsi – mogę przenosić góry.
Który moment w Pana karierze uważa Pan za najważniejszy lub najbardziej wzruszający?
Najbardziej wzruszającym momentem był Mazurek Dąbrowskiego. Ta krótka chwila, kiedy na stadionie brzmi hymn narodowy, a człowiek stoi ze łzami w oczach, jest nie do opisania. I co ważne – to się nigdy nie nudzi.
Jak wygląda typowy dzień treningowy w okresie przygotowań do najważniejszych zawodów?
Najbardziej typowe są dni obozowe. Dwa treningi dziennie, a między nimi śniadanie, obiad, regeneracja i krótkie chwile dla siebie. Nie ma tam miejsca na ekscesy, bo energii starcza głównie na trening i odpoczynek. Z boku może to wyglądać nudno, ale dla sportowca to fascynujące – każdy dzień daje szansę obserwować zmiany w sobie i kształtować talent. To takie ciche oczekiwanie na nagrodę odroczoną w czasie.
Jaką radę dałby Pan młodym sportowcom z mniejszych ośrodków, takim jak Kleczew, którzy marzą o wielkich wynikach?
Sam pochodzę z malutkiej wioski, która liczyła trzydzieści kilka domów. Dlatego wiem, że najważniejsze to uwierzyć w siebie. Wiara i odrobina miłości, którą potrafimy sobie dać, przenosi góry. Daje ciche przyzwolenie, że naprawdę możemy – niezależnie od miejsca, z którego startujemy.
Gdyby nie bieganie, w jakim sporcie albo zawodzie widziałby się Pan najbardziej?
Szczerze mówiąc, dziś trudno mi to sobie wyobrazić. Sport tak bardzo mnie ukształtował, że zapomniałem już, co innego mógłbym robić.
Dziękuję za rozmowę






